Wrzesnia

1 obrazek
Wyszukiwarka
Opcje zaawansowane
50 obrazek
24 obrazek
Archiwum
Żołnierze wyklęci ziemi wrzesińskiej – poszukiwanie i przywracanie prawdy
Dodano: 01-03-2018 | Jakub Goc | wyświetleń: 2125

 

Żołnierze wyklęci ziemi wrzesińskiej – poszukiwanie i przywracanie prawdy
Niedawno celebrowaliśmy uroczyście we Wrześni, już zdaje się po raz czwarty, obchody uchwalonego przez sejm w lutym 2011 r. Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.
Obchody tego państwowego święta zaczynają na stałe wrastać w naszą lokalną tradycję historyczno - patriotyczną. Zjawisko to napawa autentycznym optymizmem, szczególnie jeśli cofniemy się nieco w czasie i to wcale nie do „zamierzchłej” przeszłości PRL, ale nawet do lat 90 XX w., czy choćby jeszcze pierwszej dekady XXI w. O żołnierzach wyklętych z naszego regionu już sporo powiedziano i opublikowano, obalając przy okazji wiele narosłych wokół nich negatywnych emocji i mitów starannie pielęgnowanych i rozwijanych przez propagandystów tzw. Polski Ludowej. Jest oczywiście jeszcze w historii tych dzielnych, młodych ludzi sporo drobniejszych elementów wymagających doszczegółowienia i poszukiwań. Myślę jednak, że obecnie dysponujemy już na tyle ugruntowaną i rzetelną wiedzą na temat ich działalności, że bez problemu możemy odeprzeć każdy atak wspierany i podsycany kłamstwami ubecko - esbeckiej propagandy. Pomyślałem więc, że jest to dobry moment na chwilę refleksji i podsumowania działań dotyczących odkłamywania najnowszej historii naszego regionu. Jako że ludzka pamięć bywa ulotna, a czasami i przekornie mylna, postanowiłam odkurzyć swoje stare notatniki i kalendarze. Już pierwsze kartkowanie uświadomiło mi, że właśnie mija dziesięć lat od momentu kiedy nazwa „Zielony Trójkąt” skupiła na sobie moją uwagę. 
Ale może od początku i po kolei, bo tak nakazuje rzetelność kronikarska. Rok 2007, to wtedy do moich rąk trafiła książka z 2006 r., pt. „Września – historia miasta” - praca zbiorowa pod redakcją wrzesińskiego regionalisty Mariana Torzewskiego. Wówczas pierwszy raz natknąłem się na zapiski o tzw. bandzie „Zielony Trójkąt”. Na stronie 328-329 wrzesińskiej monografii przeczytałem, jak to grupa młodych ludzi określana mianem „bandy” skupiała na sobie uwagę i spore wysiłki wrzesińskiej bezpieki. Wydało mi się to co najmniej zastawiające, żeby nie powiedzieć intrygujące. Jako młody student historii miałem świadomość, że bardzo często władze okupacyjne miały w zwyczaju miano bandytów przypisywać oddziałom zbrojnego oporu. Żeby daleko nie szukać wystarczy wspomnieć o powszechnie znanym z literatury i filmu określeniu z lat 1939 – 1945 odnoszącym się do polskich partyzantów - polnische Banditen. 
Postanowiłem przyjrzeć się bliżej tej sprawie, wykorzystując do tego świeżo zdobyty podczas studiów na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy warsztat historyczny (byłem wówczas na V roku). Trochę potraktowałem to jako naukową przygodę czy też wyzwanie, tym bardziej intrygujące, że nie wynikało ono z programu nauki a było moim własnym pomysłem, dotyczącym bezpośrednio mojej małej ojczyzny. Kiedy kroki swoje skierowałem do archiwum IPN okazało się, że potrzebna będzie rekomendacja naukowa. Tutaj z pomocą przyszedł mi Tomasz Sypniewski - mój brat. Za jego pośrednictwem uzyskałem wymagane formalne poręczenie od prof. Ryszarda Juszkiewicza. Ten znany mazowiecki regionalista, prawnik i historyk sam odkłamujący historię żołnierzy wyklętych, gdzie tylko mógł i może wspiera tego typu działania. 
Dzięki tym wszystkim staraniom otrzymałem w poznańskiej delegaturze IPN pozwolenie na kwerendę archiwalną w zakresie „Podziemie niepodległościowe w powiecie wrzesińskim 1945-1989”. Moje poszukiwania i praca archiwalna dotycząca działalności oddziału „Zielony Trójkąt” od samego początku napotkała na wiele trudności i przeszkód, w tym najtrudniejsze dla każdego studenta, czyli finansowe. Okazało się, iż kopiowanie dokumentów w archiwum instytutu zdecydowanie przekracza moje ówczesne możliwości płatnicze. Wówczas o pomoc w prowadzeniu dalszej kwerendy poprosiłem Burmistrza Miasta i Gminy Września pana Tomasza Kałużnego, który gdy tylko dowiedział się czego dotyczą moje poszukiwania zgodził się je dofinansować. Jedyny warunek jaki mi postawił, to konieczność przekazywania jak największej ilości kopii materiałów o działalności powojennej konspiracji antykomunistycznej do zasobów Muzeum Regionalnego im. Dzieci Wrzesińskich. Podkreślił wówczas, że zdaje sobie sprawę, że ma to ogromne znaczenie dla odbudowy naszej lokalnej tożsamości. Pamiętać należy, że wówczas (był 2007 r.) o żołnierzach wyklętych mówiło się niewiele, a jeśli już, to częściej źle niż dobrze. Tym bardziej zachowuję dużą wdzięczność dla wrzesińskiego włodarza, który niejako idąc pod prąd ówcześnie dominującym trendom publicystycznym wsparł przywracanie pamięci o wrzesińskich antykomunistycznych konspiratorach.
Po pewnym czasie, gdy zebrałem już sporo materiału archiwalnego, postanowiłem swoje dociekania rozszerzyć i spróbować dotrzeć do rodzin członków „Zielonego Trójkąta”. Tym razem już wspólnie z moim bratem Tomaszem, który w międzyczasie aktywnie zaangażował się w całe przedsięwzięcie, udało nam się dotrzeć do wielu krewnych naszych „wyklętych”. Dzięki tym poszukiwaniom pozyskaliśmy sporo materiału ikonograficznego – fotografii członków oddziału, co zostało m. in. wykorzystane przy tworzeniu tablicy pamiątkowej na budynku dawnego więzienia oraz w najnowszej publikacji dr hab. Waldemara Handke pt. „Zielony Trójkąt Wyklętych. Września – Gniezno – Konin 1945-1946”. Niebagatelne było również spisanie kilkunastu relacji świadków czy to bezpośrednich, czy też ze słyszenia. Jest to bardzo ważny materiał, pozwalający w sposób bardziej obiektywny dokonać analizy porównawczo – eliminacyjnej zebranych materiałów archiwalnych. Pamiętać bowiem musimy, że opierają się one na bardzo jednostronnej filozofii postrzegania rzeczywistości prezentowanej przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Takim najbardziej charakterystycznym przykładem jest relacja syna kierownika mleczarni z Sokolnik Alfonsa Tamborskiego. Dzięki jego wspomnieniom wiem, że zdarzenie opisane w raportach milicyjnych jako brutalny napad rabunkowy okazało się uzgodnioną wcześniej z pracownikami mleczarni akcją ekspropriacyjną (pozyskanie środków materialnych na działalność konspiracyjną), gdzie dla zmylenia funkcjonariuszy UB jedynie zainscenizowano wyłamanie drzwi i pobicie personelu mleczarni w Sokolnikach.
W 2009 r. pojawił się w „Wiadomościach Wrzesińskich” pierwszy mój artykuł. Przedstawiłem w nim życiorysy dwóch dowódców oddziału Lucjana Najrzała i Leona Wesołowskiego oraz krótki zarys działalności „Zielonego Trójkąta” opatrzony fotografiami jego żołnierzy. Po tym artykule okazało się, że powoli, ale jednak, ruszył proces odkrywania pamięci o losach żołnierzy wyklętych, z czego jako historyk i Wrześnianin byłem bardzo dumny. Niebagatelną rolę w tym odkłamywaniu historii odegrał miejscowy periodyk „Wiadomości Wrzesińskie”, który wytrwale wspierał tego typu działania. Losy i działalność wrzesińskich wyklętych na nowo zaistniały w powszechnej świadomości mieszkańców naszego grodu. Zaczęły do mnie zgłaszać się kolejne osoby, które od lat w zaciszach domowych pielęgnowały tradycje i ustnie przekazywały historie o losach swoich antenatów, będących w oddziale „Zielonego Trójkąta”. Wiele miłych słów usłyszałem pod swoim kątem od rodzin naszych wyklętych, co jeszcze bardziej zmotywowało mnie do wertowania i analizowania tysięcy kartek z teczek wytworzonych przez Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Wrześni. Choć czasami musiałem też wysłuchiwać mrożących krew w żyłach historii, jak choćby o tym, w jaki sposób traktowano w więziennej celi Reginę Zelińską ps. Alicja.
Stopniowo na terenie naszej małej ojczyzny coraz więcej osób zaczynało się włączać w działania mające na celu upamiętnienie ludzi antysowieckiej konspiracji. Począwszy od 2014 r. odbywają się we Wrześni regularnie obchody Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” przy dużym zaangażowaniu Społecznego Komitetu Upamiętnienia Żołnierzy Wyklętych oraz dyrektora Muzeum 
Regionalnego we Wrześni - pana Sebastiana Mazurkiewicza. 
W organizacje tych obchodów angażuje się oczywiście wiele innych środowisk społecznych i kombatanckich. Nie sposób tu wszystkie wymienić, ale wspomnę tylko o zapewniających swoisty klimat i asystę dla tych uroczystości Grupie Rekonstrukcji Historycznej Niezłomni 1945 czy też wrzesińskich sympatykach i kibicach Kolejorza. W zeszłym roku udało się z inicjatywy mojego brata Tomasza odsłonić tablicę upamiętniającą odział „Zielony Trójkąt”, w czym niemałą zasługę miał również zaangażowany osobiście w to działanie wiceburmistrz Artur Mokracki, będący zarazem liderem wrzesińskiej młodzieży, zajmującej się rekonstrukcjami historycznymi. Aktualnie trwają działania IPN (na wniosek Tomasza Sypniewskiego) mające na celu odszukanie w Strzelnie miejsca bezimiennego pochówku por. Leona Wesołowskiego i ewentualnej ekshumacji jego szczątków doczesnych.
To co do tej pory zrobiono dla upamiętnienia „Żołnierzy Wyklętych” we Wrześni jest też potwierdzeniem bardzo ważnej tezy, iż pamięć o nich nie została, wbrew temu co dzisiaj niektórzy sugerują, narzucona jako polityka historyczna, ale jest to inicjatywa zdecydowanie oddolna. Młodzież odruchowo szuka dla siebie wzorców kulturowo - historycznych i pewnej tożsamości cywilizacyjnej, dlatego w naturalny sposób sięga po biografie swoich rówieśników z okresu wojny i konspiracji. Nie powstrzymała tego zjawiska nawet agresywna akulturacja antypatriotyczna z lat 90 XX w. Przechodząc więc obok grobów czy też tablic upamiętniających żołnierzy podziemia niepodległościowego, warto zastanowić się również nad ich znaczeniem dla nas współczesnych. (Michał Sypniewski)

Żołnierze wyklęci ziemi wrzesińskiej – poszukiwanie i przywracanie prawdy
Niedawno celebrowaliśmy uroczyście we Wrześni, już zdaje się po raz czwarty, obchody uchwalonego przez sejm w lutym 2011 r. Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.
Obchody tego państwowego święta zaczynają na stałe wrastać w naszą lokalną tradycję historyczno - patriotyczną. Zjawisko to napawa autentycznym optymizmem, szczególnie jeśli cofniemy się nieco w czasie i to wcale nie do „zamierzchłej” przeszłości PRL, ale nawet do lat 90 XX w., czy choćby jeszcze pierwszej dekady XXI w. O żołnierzach wyklętych z naszego regionu już sporo powiedziano i opublikowano, obalając przy okazji wiele narosłych wokół nich negatywnych emocji i mitów starannie pielęgnowanych i rozwijanych przez propagandystów tzw. Polski Ludowej. Jest oczywiście jeszcze w historii tych dzielnych, młodych ludzi sporo drobniejszych elementów wymagających doszczegółowienia i poszukiwań. Myślę jednak, że obecnie dysponujemy już na tyle ugruntowaną i rzetelną wiedzą na temat ich działalności, że bez problemu możemy odeprzeć każdy atak wspierany i podsycany kłamstwami ubecko - esbeckiej propagandy. Pomyślałem więc, że jest to dobry moment na chwilę refleksji i podsumowania działań dotyczących odkłamywania najnowszej historii naszego regionu. Jako że ludzka pamięć bywa ulotna, a czasami i przekornie mylna, postanowiłam odkurzyć swoje stare notatniki i kalendarze. Już pierwsze kartkowanie uświadomiło mi, że właśnie mija dziesięć lat od momentu kiedy nazwa „Zielony Trójkąt” skupiła na sobie moją uwagę. 


Ale może od początku i po kolei, bo tak nakazuje rzetelność kronikarska. Rok 2007, to wtedy do moich rąk trafiła książka z 2006 r., pt. „Września – historia miasta” - praca zbiorowa pod redakcją wrzesińskiego regionalisty Mariana Torzewskiego. Wówczas pierwszy raz natknąłem się na zapiski o tzw. bandzie „Zielony Trójkąt”. Na stronie 328-329 wrzesińskiej monografii przeczytałem, jak to grupa młodych ludzi określana mianem „bandy” skupiała na sobie uwagę i spore wysiłki wrzesińskiej bezpieki. Wydało mi się to co najmniej zastawiające, żeby nie powiedzieć intrygujące. Jako młody student historii miałem świadomość, że bardzo często władze okupacyjne miały w zwyczaju miano bandytów przypisywać oddziałom zbrojnego oporu. Żeby daleko nie szukać wystarczy wspomnieć o powszechnie znanym z literatury i filmu określeniu z lat 1939 – 1945 odnoszącym się do polskich partyzantów - polnische Banditen. 

Postanowiłem przyjrzeć się bliżej tej sprawie, wykorzystując do tego świeżo zdobyty podczas studiów na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy warsztat historyczny (byłem wówczas na V roku). Trochę potraktowałem to jako naukową przygodę czy też wyzwanie, tym bardziej intrygujące, że nie wynikało ono z programu nauki a było moim własnym pomysłem, dotyczącym bezpośrednio mojej małej ojczyzny. Kiedy kroki swoje skierowałem do archiwum IPN okazało się, że potrzebna będzie rekomendacja naukowa. Tutaj z pomocą przyszedł mi Tomasz Sypniewski - mój brat. Za jego pośrednictwem uzyskałem wymagane formalne poręczenie od prof. Ryszarda Juszkiewicza. Ten znany mazowiecki regionalista, prawnik i historyk sam odkłamujący historię żołnierzy wyklętych, gdzie tylko mógł i może wspiera tego typu działania. 

Dzięki tym wszystkim staraniom otrzymałem w poznańskiej delegaturze IPN pozwolenie na kwerendę archiwalną w zakresie „Podziemie niepodległościowe w powiecie wrzesińskim 1945-1989”. Moje poszukiwania i praca archiwalna dotycząca działalności oddziału „Zielony Trójkąt” od samego początku napotkała na wiele trudności i przeszkód, w tym najtrudniejsze dla każdego studenta, czyli finansowe. Okazało się, iż kopiowanie dokumentów w archiwum instytutu zdecydowanie przekracza moje ówczesne możliwości płatnicze. Wówczas o pomoc w prowadzeniu dalszej kwerendy poprosiłem Burmistrza Miasta i Gminy Września pana Tomasza Kałużnego, który gdy tylko dowiedział się czego dotyczą moje poszukiwania zgodził się je dofinansować. Jedyny warunek jaki mi postawił, to konieczność przekazywania jak największej ilości kopii materiałów o działalności powojennej konspiracji antykomunistycznej do zasobów Muzeum Regionalnego im. Dzieci Wrzesińskich. Podkreślił wówczas, że zdaje sobie sprawę, że ma to ogromne znaczenie dla odbudowy naszej lokalnej tożsamości. Pamiętać należy, że wówczas (był 2007 r.) o żołnierzach wyklętych mówiło się niewiele, a jeśli już, to częściej źle niż dobrze. Tym bardziej zachowuję dużą wdzięczność dla wrzesińskiego włodarza, który niejako idąc pod prąd ówcześnie dominującym trendom publicystycznym wsparł przywracanie pamięci o wrzesińskich antykomunistycznych konspiratorach. Po pewnym czasie, gdy zebrałem już sporo materiału archiwalnego, postanowiłem swoje dociekania rozszerzyć i spróbować dotrzeć do rodzin członków „Zielonego Trójkąta”. Tym razem już wspólnie z moim bratem Tomaszem, który w międzyczasie aktywnie zaangażował się w całe przedsięwzięcie, udało nam się dotrzeć do wielu krewnych naszych „wyklętych”. Dzięki tym poszukiwaniom pozyskaliśmy sporo materiału ikonograficznego – fotografii członków oddziału, co zostało m. in. wykorzystane przy tworzeniu tablicy pamiątkowej na budynku dawnego więzienia oraz w najnowszej publikacji dr hab. Waldemara Handke pt. „Zielony Trójkąt Wyklętych. Września – Gniezno – Konin 1945-1946”. Niebagatelne było również spisanie kilkunastu relacji świadków czy to bezpośrednich, czy też ze słyszenia. Jest to bardzo ważny materiał, pozwalający w sposób bardziej obiektywny dokonać analizy porównawczo – eliminacyjnej zebranych materiałów archiwalnych. Pamiętać bowiem musimy, że opierają się one na bardzo jednostronnej filozofii postrzegania rzeczywistości prezentowanej przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Takim najbardziej charakterystycznym przykładem jest relacja syna kierownika mleczarni z Sokolnik Alfonsa Tamborskiego. Dzięki jego wspomnieniom wiem, że zdarzenie opisane w raportach milicyjnych jako brutalny napad rabunkowy okazało się uzgodnioną wcześniej z pracownikami mleczarni akcją ekspropriacyjną (pozyskanie środków materialnych na działalność konspiracyjną), gdzie dla zmylenia funkcjonariuszy UB jedynie zainscenizowano wyłamanie drzwi i pobicie personelu mleczarni w Sokolnikach.

W 2009 r. pojawił się w „Wiadomościach Wrzesińskich” pierwszy mój artykuł. Przedstawiłem w nim życiorysy dwóch dowódców oddziału Lucjana Najrzała i Leona Wesołowskiego oraz krótki zarys działalności „Zielonego Trójkąta” opatrzony fotografiami jego żołnierzy. Po tym artykule okazało się, że powoli, ale jednak, ruszył proces odkrywania pamięci o losach żołnierzy wyklętych, z czego jako historyk i Wrześnianin byłem bardzo dumny. Niebagatelną rolę w tym odkłamywaniu historii odegrał miejscowy periodyk „Wiadomości Wrzesińskie”, który wytrwale wspierał tego typu działania. Losy i działalność wrzesińskich wyklętych na nowo zaistniały w powszechnej świadomości mieszkańców naszego grodu. Zaczęły do mnie zgłaszać się kolejne osoby, które od lat w zaciszach domowych pielęgnowały tradycje i ustnie przekazywały historie o losach swoich antenatów, będących w oddziale „Zielonego Trójkąta”. Wiele miłych słów usłyszałem pod swoim kątem od rodzin naszych wyklętych, co jeszcze bardziej zmotywowało mnie do wertowania i analizowania tysięcy kartek z teczek wytworzonych przez Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Wrześni. Choć czasami musiałem też wysłuchiwać mrożących krew w żyłach historii, jak choćby o tym, w jaki sposób traktowano w więziennej celi Reginę Zelińską ps. Alicja.

Stopniowo na terenie naszej małej ojczyzny coraz więcej osób zaczynało się włączać w działania mające na celu upamiętnienie ludzi antysowieckiej konspiracji. Począwszy od 2014 r. odbywają się we Wrześni regularnie obchody Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” przy dużym zaangażowaniu Społecznego Komitetu Upamiętnienia Żołnierzy Wyklętych oraz dyrektora Muzeum Regionalnego we Wrześni - pana Sebastiana Mazurkiewicza. W organizacje tych obchodów angażuje się oczywiście wiele innych środowisk społecznych i kombatanckich. Nie sposób tu wszystkie wymienić, ale wspomnę tylko o zapewniających swoisty klimat i asystę dla tych uroczystości Grupie Rekonstrukcji Historycznej Niezłomni 1945 czy też wrzesińskich sympatykach i kibicach Kolejorza. W zeszłym roku udało się z inicjatywy mojego brata Tomasza odsłonić tablicę upamiętniającą odział „Zielony Trójkąt”, w czym niemałą zasługę miał również zaangażowany osobiście w to działanie wiceburmistrz Artur Mokracki, będący zarazem liderem wrzesińskiej młodzieży, zajmującej się rekonstrukcjami historycznymi. Aktualnie trwają działania IPN (na wniosek Tomasza Sypniewskiego) mające na celu odszukanie w Strzelnie miejsca bezimiennego pochówku por. Leona Wesołowskiego i ewentualnej ekshumacji jego szczątków doczesnych.
To co do tej pory zrobiono dla upamiętnienia „Żołnierzy Wyklętych” we Wrześni jest też potwierdzeniem bardzo ważnej tezy, iż pamięć o nich nie została, wbrew temu co dzisiaj niektórzy sugerują, narzucona jako polityka historyczna, ale jest to inicjatywa zdecydowanie oddolna. Młodzież odruchowo szuka dla siebie wzorców kulturowo - historycznych i pewnej tożsamości cywilizacyjnej, dlatego w naturalny sposób sięga po biografie swoich rówieśników z okresu wojny i konspiracji. Nie powstrzymała tego zjawiska nawet agresywna akulturacja antypatriotyczna z lat 90 XX w. Przechodząc więc obok grobów czy też tablic upamiętniających żołnierzy podziemia niepodległościowego, warto zastanowić się również nad ich znaczeniem dla nas współczesnych. (Michał Sypniewski)

PDF
DRUKUJ
POWRÓT
ZGŁOŚ
NIEŚCISŁOŚĆ